CUD, MIÓD I MALINY?

[Głosów:0    Średnia:0/5]

Patomorfologia jest dziedziną dla ludzi o bardzo silnych nerwach. Jednak zdążają się i tacy. Przyjrzyjmy się małżeństwu dwóch patomorfologów. „Kochanie zapraszam cię na kolacje przy trupach” –mówi Marcin P. na co jego żona Justyna K. bez większego zdziwienia się zgadza. Otóż razem pracują w jednej klinice już od 4 lat. Ciało ludzkie niezależnie od jego stanu nie stanowi dla nich niespodzianki. Oczywiście nie zawsze tak było. Każdy początkujący lekarz patomorfolog nie ma łatwego startu. Przyjrzyjmy się historii Justyny K.. „ nie mogłam patrzeć jak moi koledzy z fachu jedli śniadanie, nieopodal martwego ciała z wyciągniętym fragmentem jelita cienkiego. Z czasem wszystko się jednak zmieniło. Stało się to dla mnie tak normalne, że dotrzymywałam im nawet towarzystwa”- powiedziała Pani Justyna sięgając po kawę- patomorfologia w Płocku, bo tam właśnie zaczynałam, stała się dla mnie drugim domem, dopiero później przeniesiono mnie do Kalisza.

Mój zawód był bardzo wymagający. Potencjalny patomorfolog powinien być przygotowany na wszystko. Mam na myśli zarówno zmasakrowane ludzkie ciała jak i reakcje członków rodzin”. Nie łatwo jest zostać patomorfologiem. Nawet doświadczeni specjaliści mają niekiedy problem ze swoim zawodem. Swoja historię teraz opowie nam Pan Marcin P., specjalista wydziału . „ Postanowiłem zostać patomorfologiem, ponieważ wiedziałem, że jest to kierunek bardzo przyszłościowy. Nie spodziewałem się jednak, że będzie taki trudny. Największej trudności nie stanowił dla mnie widok sponiewieranego ciała, ale reakcja rodziny ofiary.

Moim zadaniem jest stwierdzenie przyczyny śmierci. Często bywało tak, że chciałem ją zmienić. Nie raz spotkałem się z ofiarami gwałtów czy morderstw. Żyjemy w bardzo brutalnych czasach. Ludzie w sposób nienaturalny krzywdzą siebie nawzajem. My, patolodzy codziennie widzimy tą rzeczywistość i możemy jedynie wystawiać diagnozę .”- powiedział Pan Marcin P., po czym bez słowa wstał i wyszedł ze studia.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*